Odcinek 2 – Pierwsze dni XV ŁDH – Tadeusz Pawlikowski

Rękopis wspomnień druh Tadeusz Pawlikowski (1904-1985) przekazał w 1972 r. na ręce druhów z XV ŁDH i opowiedział o początkach drużyny. W latach 1973-75 napisał autobiograficzną książkę „Pamiętnik naukowca”, która pozostawała w posiadaniu rodziny, ale jej fragmenty były nam udostępniane. Z inicjatywy jego syna – Marka, już po śmierci druha Tadeusza, rękopis został przepisany i złożony do druku pt. „Pamiętnik Naukowca”, Łódzkie Towarzystwo Naukowe, 2014. Fragmenty tych wydrukowanych wspomnień również zacytowano poniżej.

Dzięki memu bratu Piotrowi, choć byłem zbyt młody, by być skautem, to jednak byłem bardzo silnie związany – prawie od wczesnych lat mego dzieciństwa – z ruchem skautowym. Mieszkaliśmy wtedy w pałacyku mieszczańskim Lipowskich na Starym Mieście. Wchodziło się do niego od ulicy Lutomierskiej 11 [obecnie Zachodnia 14], a w głębi podwórza, w bardzo dobrze zadrzewionym ogrodzie, stał dom, w którym mieszkaliśmy. Było to doskonałe miejsce na zakonspirowanie drużyny skautowej oraz na zebrania np. zastępowych. Pamiętam ich nazwiska: wszystkie zaczynały się na literę „P” poczynając od drużynowego Piotra Pawlikowskiego. A więc: [Tadeusz] Pągowski, Palkowski i [Stefan] Pogonowski.1Grób Stefana Pogonowskiego, późniejszego kawalera orderu Virtuti Militari, który w dniu 15.08.1920 r. jako porucznik W.P. poległ pod Radzyminem. znajduje się na Starym Cmentarzu w Łodzi [J.B.].


Wakacje 1915 r. spędziliśmy w Jarochowie k. Łęczycy w majątku państwa Zuchowiczów. Pamiętam jeden piękny wieczór, gdy z wycieczką harcerską przyszedł do nas nasz brat Piotr. Stary park huczał wtedy od pieśni harcerskich, a pogodne twarze harcerzy (zwanych wtedy skautami) bardzo mi imponowały. Szczególnie donośnie brzmiała pieśń harcerska „Wszystko, co nasze Polsce oddamy” napisana przez [Ignacego] Kozielewskiego i uzupełniona przez Olgę Drahonowską – Małkowską. Skauting – harcerstwo pasjonowało wtedy większość młodzieży, głównie ze szkół średnich. W Łodzi skautingowi przewodzili: Antoni Olbromski, Bolesław Daberhut, Edward Pfeiffer, Jerzy Szletyński, Maria Wocalewska i inni. Do tej grupy należał także mój najstarszy brat Piotr. Moim marzeniem było wstąpienie do skautingu. Nastąpiło to jednak dopiero jesienią 1915 r. gdy byłem uczniem gimnazjum Towarzystwa Uczelnia (obecnie I L.O. im. M. Kopernika). W naszym gimnazjum istniała III. drużyna harcerska im. Romualda Traugutta. W zastępie bliżej poznałem Jurka Kamińskiego, z którym życie moje związało się na wiele lat, a także Stefana Styczyńskiego. Do końca I wojny światowej (czyli do 1918 r.) wojny harcerstwo było zdelegalizowane. Pamiętam jednak (te nielegalne) wieczorne ćwiczenia patrolowe pod Konstantynowem koło Łodzi, kiedy nagle kilku żandarmów niemieckich zbliżało się do lasu. Czujki były wystawione i mój brat Antoni nadał sygnał alfabetem Morse`a, abyśmy jak najprędzej wycofali się w stronę Łodzi. Dobra znajomość sygnalizacji przydała się wtedy. Harcerze nie mogli urządzać obozów jako takich, ale wyjeżdżali na lato pod pozorem obozów szkolnych. Byłem uczestnikiem jednego z takich obozów (dla chłopców z Łodzi i Warszawy) w Kole nad Wartą w 1918 r. Obóz odwiedził wtedy naczelny kapelan harcerski, ksiądz [Jan] Mauersberger. Komendantem obozu był mój najstarszy brat Piotr. Wszyscy chłopcy byli wciągnięci w kurs, którego zadaniem było wychowanie zastępowych oraz zdobycie odpowiednich stopni i sprawności. Zdobyłem wówczas kilka sprawności samarytańskich. Może to skłoniło mnie w przyszłości do studiów lekarskich? Niestety, tutaj w Kole przeżyłem pierwszą tragedię mojego życia. 12 lipca 1918 r. utonął, na moich oczach, w nurtach Warty mój brat Piotr Pawlikowski. Kolejnym komendantem został mój drugi brat Tolek [Antoni]. Trzeba przyznać, że umiał on w pełni sprostać zadaniom wychowawczym. Niestety, pięć lat później zdarzyła się kolejna tragedia. Podczas obozu w 1923 r. dotarła do mnie hiobowa wieść o śmierci mego brata Antoniego Pawlikowskiego, który (podobnie jak Piotr) utopił się. Wyjechałem z obozu wesprzeć rodziców i pożegnać brata w czasie pogrzebu. Na obozie zastąpił mnie Jurek Kamiński. Mimo wszystko czułem się w obowiązku wrócić po kilku dniach na obóz, by dokończyć pracy, której się podjąłem. Z rodzicami zostały moje dwie siostry.

Zarówno w gimnazjum jak i w domu rodzinnym uczono nas szacunku do pracy i do ludzi pracy. Nic dziwnego, że przyjaźniłem się z rówieśnikami z bocznej oficyny przy ul. Lutomierskiej 11, którzy byli dziećmi robotników. W podwórzu, gdzie mieszkałem stała długa, wielopiętrowa oficyna, w której mieszkało wiele rodzin robotniczych. Chłopcy z tych rodzin chodzili najczęściej do szkoły, często jednak opuszczali zajęcia ze względu na różne obowiązki domowe, zaś późne popołudnia nie zawsze spędzali na godziwych zabawach. Wtedy to właśnie, w czasie I wojny światowej, wpadłem na myśl, żeby się nimi zająć. I w ten sposób powstała jeszcze jedna gromadka skautów, zwana później harcerzami. Grupka ta nie należała wprawdzie do organizacji, ale stanowiła coś w rodzaju przysposobienia do niej. Byłem bowiem zbyt młody, aby oficjalnie mianowano mnie zastępowym.


T. Pawlikowski jako uczeń gimnazjum

Sam zresztą należałem do III drużyny harcerskiej im. Romualda Traugutta, zrzeszającej chłopców z gimnazjum.2Po bojkocie carskich gimnazjów w Łodzi, poważnym sukcesem było otwarcie w 1906 r. Gimnazjum Polskiego Towarzystwa „Uczelnia”. Od 1919/20 r. było to Państwowe Gimnazjum im. M. Kopernika – pierwsza państwowa średnia szkoła na terenie Łodzi. Tam właśnie w 1915 r. zawiązała się III ŁDH (Skorek W., Gimnazjum i Liceum M. Kopernika w Łodzi, Łódź 1987, s. 7). I jako harcerz tej drużyny, w czasie wojny bolszewickiej, od sierpnia do października pełniłem wraz z Jurkiem Kamińskim służbę wartowniczą przy magazynach inżynieryjno-saperskich w Łodzi.

Dopiero późną jesienią 1920 r. uzyskałem zezwolenie na zorganizowanie drużyny harcerskiej, właśnie z chłopców uczęszczających do szkoły powszechnej [dziś mówimy podstawowej]. Miałem wtedy ukończonych 16 lat. Mając kontakty z 15 szkołą powszechną oraz kolejną, która mieściła się w domu przy ul. Gdańskiej 29,.3W gmachu tym, w czasie I wojny światowej, łódzkie harcerki założyły szpital polowy (podobno jedyny w kraju prowadzony tylko i wyłącznie przez harcerki). Ulica Gdańska wówczas nosiła nazwę Długa, więc szpital mieścił się przy ul. Długiej 29. Prowadziły go m.in. siostry Wocalewskie, przyszłe Naczelniczki Organizacji Harcerek. Do szpitala przyjmowano żołnierzy i harcerzy, w sumie objęto opieką ok. 100 rannych [G.B.]. tam właśnie przeprowadziłem rekrutację. W szkole przy ul. Zielonej4Szkoła przy ul. Zielonej 32 nosiła nr 15. W latach 30. została przeniesiona do nowego gmachu przy ul. 1 Maja 87. Drużyna funkcjonowała tam do czasu likwidacji szkoły w tym budynku czyli do 1973 r. [J.B.]. rekrutację przeprowadził głównie, uczeń tej szkoły – Wacław Kamiński. Pamiętam, że w listopadzie 1920 r. przyszedłem do szkoły z Jurkiem Kamińskim i Stefanem Styczyńskim i jako przyszły drużynowy XV drużyny (bo taki numer otrzymała drużyna) odebrałem raport Wacława Kamińskiego, który zgłaszał około 20 – 30 chłopców chętnych do wstąpienia do drużyny. Kandydaci zostali podzieleni na dwa zastępy i przekazani zastępowym. Zastęp pierwszy objął Jurek Kamiński, zastęp drugi Stefan Styczyński. Drużyna ta różniła się od innych składem socjalnym, gdyż należeli do niej przeważnie chłopcy z rodzin robotniczych.

Ustawione dwa zastępy, na czele z zastępowymi, wysłuchały następnie mojego przemówienia. W głównym zarysie brzmiało ono następująco:

Harcerze! Jesteście członkami XV Drużyny Harcerskiej imienia Tadeusza Czackiego. Jestem pewien, że będziecie dobrymi harcerzami, a więc i dobrymi obywatelami naszej Ojczyzny. Celem harcerstwa jest dążenie do doskonałości. Pamiętajcie zawsze, że – jak mówił Czacki: ”Ten tylko doskonałym nazwać się może, kto w drobnym ciele szlachetne nosi serce i ma zdolności dla Narodu przydatne”.

W tydzień później zmieniliśmy nazwę na:

XV Łódzka Drużyna Harcerzy im. Andrzeja Małkowskiego.

Rekrutacja w szkole przy ul. Gdańskiej 29 nie była tak owocna, ale ku naszej radości, dostaliśmy od szkoły lokal w końcu podwórza na parterze. Były to dwa małe pokoiki. Mieliśmy własny kąt – to bardzo ważne! Obok mieszkał artysta – plastyk pan Szymański, który ofiarował nam do naszego lokalu gipsowe popiersie Tadeusza Kościuszki (czasami widoczne na zdjęciach z tych czasów).

Nieco później Jerzy Kamiński został moim przybocznym, a Jan Szymański i Tadeusz Orzyński zastępowymi. Z chłopcami tej drużyny odbyłem liczne obozy (w Strońsku, w Męckiej Woli, w Wojsławicach) i kilka obozów wędrownych po różnych rejonach Polski. Na obozy wędrowne z reguły braliśmy szkicowniki. Zaszczepił w nas ten zwyczaj Stefan Styczyński, który już w szkole odznaczał się nieprzeciętnymi zdolnościami malarskimi. W Strońsku zetknęliśmy się z romańskim reliefem ozdabiającym wejście do zakrystii. Stało się to pięknym bodźcem do pogadanek z chłopcami na temat kultury polskiej w dobie pierwszych Piastów, jak również do artykułów zamieszczanych w pisemku drużyny „Naszym Haśle”. Wszystkie obozy harcerskie były zawsze uświetnione ogniskami. Wieczorem siedzieliśmy dokoła, ktoś opowiadał, a następnie dużo śpiewaliśmy. Śpiewy z reguły kończyły się znaną pieśnią, której treść i muzykę ułożył ksiądz Franciszek Leśniak:

Upływa szybko życie, jak potok płynie czas,

Za dzień, za rok, za chwilę razem nie będzie nas”.

Takie były pierwsze tygodnie XV drużyny. Widocznie start był dobry, jeśli ponad pół wieku później drużyna uroczyście obchodzi swoje kolejne urodziny. Przewidział to mój przyjaciel Stefan Styczyński, który w trakcie służby wojskowej napisał w liście do drużyny (22.XII.1925):

Czuwaj Drużyno!

Niosę Ci pozdrowienia, gromado kochana, znad polskiego Bałtyku zza krańców Polski.Żałuję trochę, że zwyczajem dawnych lat nie mogę podzielić się z Tobą opłatkiem, który był dla Nas zawsze tradycją jedności i równości harcerskiej. Ale choć z dala od Was, czuję się z nią zespolony.

Rozproszy Nas kiedyś życie na wszystkie strony. Zapomnimy kiedyś nazwiska obecnie w gromadę skupionych, zatrą się w pamięci twarze – ale to co łączy Nas dzisiaj – pozostanie.

Drużyna! Imienia Wielkiego Harcerza.

Pawie Oko”- Stefan S.

W 1972 r. drużyna im. Andrzeja Małkowskiego obchodziła 52 lata swego istnienia. Byłem właściwie jej twórcą, gdyż dałem inicjatywę do jej założenia. Z dużym więc wzruszeniem uczestniczyłem w obchodach związanych z istnieniem i działalnością tejże drużyny.

Uzupełnienie [J.B.]:

W czasie okupacji druh Tadeusz Pawlikowski z poświęceniem leczył łódzkie dzieci. W 1938 r. habilitował się bowiem w Poznaniu z pediatrii, będąc wówczas najmłodszym docentem w Polsce. Po wojnie współorganizował Wydział Lekarski tworzonego w Łodzi Uniwersytetu. Ze względu na ówczesną sytuację polityczną został pominięty przy obsadzaniu katedr.  By nie stracić związku z pracą na uczelni wykładał na Uniwersytecie Poznańskim, a potem na wydziale lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach, co wiązało się z wyjazdami i rozłąką z rodziną. Na uczelnię w Łodzi wrócił w 1957 r., w latach 1968-72 był jej rektorem. Był jednym z twórców polskiej nauki o gruczołach wydzielania wewnętrznego – endokrynologii.

Druh Tadeusz uczestniczył w zbiórkach XV ŁDH z okazji 52., 55. i 60. rocznicy założenia drużyny oraz spotykał się z jej instruktorami. Gdy na jednym ze spotkań padł pomysł o zbiórce funduszy na replikę sztandaru i tablicę poświęconą A. Małkowskiemu, pojechał do Trębek i w 1983 r. przekazał drużynie relację dotyczącą możliwości lokalizacji tablicy, którą później, w stulecie urodzin Olgi i Andrzeja Małkowskich – w 1988 r. umieściliśmy w kruchcie kościoła.

Na zbiórce 60-lecia druh Tadeusz podarował najmłodszemu i najstarszemu szeregowemu piętnastki kompasy. Umawiał się też z nami na zbiórkę 65-lecia jesienią 1985 roku. Nie zdążył przyjść. Gdy odszedł na wieczną wartę w dniu 19.4.1985, na uroczystości rocznicowe w listopadzie tegoż roku – w jego imieniu – przyszedł syn Marek Pawlikowski (też prof. med. endokrynolog). Z kolei, w zbiórce 90-lecia i odsłonięciu pamiątkowej tablicy drużyny w kościele Jana Ewangelisty na Olechowie uczestniczyła (ze względu na chorobę taty) wnuczka Tadeusza i córka Marka – pani Joanna (Pawlikowska) Dyniak w towarzystwie wnuczki bohatera naszej drużyny – phm Krystyny Małkowskiej-Żaba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *