Wspomnienia z lat 1930. przekazane do archiwum drużyny przez: 1) Zdzisława Karasińskiego w 1981; 2) Tadeusza Maliszewskiego w 1972 r. oraz 3) Kazimierza Tałady w 1979 r.
Tadeusz Maliszewski:
15 ŁDH im. Andrzeja Małkowskiego była drużyną o bogatych tradycjach. Opiekunem drużyny był pan Kabalski nauczyciel ze szkoły podstawowej nr 11, która mieściła się wcześniej przy ul. 11 listopada 51 [przed I w. św. – Konstantynowska, po I w. św. – 11 Listopada, po II w. św. – Obrońców Stalingradu, obecnie – Legionów]. Lokalem drużyny był malutki pokoik przy ul. Gdańskiej 29, w końcu podwórza, przy tamtejszej szkole podstawowej. W roku 1933 przeniesiono szkołę nr 11 do pięknego budynku, gdzie zajmowaliśmy dwa górne piętra a dwa dolne piętra były przeznaczone dla szkoły nr 15. Na trzecim piętrze znajdowała się mała izba harcerska. W latach 1933-35 drużynowym był druh Stanisław Sapota, a gdy poszedł do wojska zastąpił go Władysław Szymański i był nim aż do wybuchu wojny. Zbiórki zastępów odbywały się w klasach szkolnych w soboty. Po zbiórkach było można korzystać ze świetlicy zaopatrzonej w różne gry. Nasze namioty, sprzęt sportowy, kotły itp. składowaliśmy na świetlicy pod sceną. Kajaki własnej roboty przechowywane były w komórce na podwórzu.
Drużyna jako całość brała udział we wszystkich uroczystościach harcerskich i państwowych. Któregoś roku, na defiladzie z okazji święta 3 Maja, wszyscy mieli czapki rogatywki usztywnione drutem – jak wojsko. Pięknie się prezentowaliśmy!
Praca podczas zbiórek w zastępach poległa nie tylko na przyswajaniu sobie różnych wiadomości harcerskich ale też wielu umiejętności potrzebnych w życiu. Niejednokrotnie zbiórki były też organizowane w parku Ludowym na Zdrowiu i urozmaicone podchodami i innymi zabawami ruchowymi. Drużyna była liczna, posiadała też gromadę zuchową. Dla zdobycia funduszy na akcję obozową organizowano wieczorki taneczne w klubie garnizonowym na ul. Cmentarnej oraz w Towarzystwie Śpiewaczym im. Moniuszki przy Ogrodowej 32. Moim pierwszym zastępowym był Marian Miśkiewicz, późniejszy wiceminister łączności. Zastępowym zastępu „Żubrów” był Czesław Kmieć, a członkowie mego zastępu to: Tadeusz Maliszewski, Czesław Pachulski, Leszek Rózga (później znany plastyk), Janusz Kwiatkowski, Zdzisław Natkański, Roman Witkowski, Henryk Bartoszek, Zdzisław Wójcik, Jan Rączka, Jan Bergier. Zastęp ten istniał, z niewielkimi zmianami, do wybuchu II wojny światowej.
Kazimierz Tałady:
Do 15 łódzkiej Drużyny Harcerzy im. Andrzeja Małkowskiego wstąpiłem w roku 1935 – pamiętnym roku nadania jej sztandaru. Tego samego roku zdobyłem stopień młodzika i Krzyż Harcerski, który mam po dzień dzisiejszy (seria CLI nr 931).Drużynowym był wtedy druh Stanisław Sapota a po nim Władysław Szymański, przybocznymi Henryk Korpiak i Tadusz Urbański, który później wstąpił do seminarium. Gospodarzem i kwatermistrzem był Marian Kwinkowski, którego w późniejszym czasie byłem pomocnikiem.Obozów zimowych nasza drużyna nie prowadziła, natomiast w budynku szkoły, w dużej sali na trzecim piętrze, organizowaliśmy gry i zabawy, mistrzostwa w tenisie stołowym, szachach i warcabach. Któregoś roku zimą zorganizowaliśmy wieczorek taneczny, na który zaprosiliśmy drużynę żeńską ze szkoły na ul. Lipowej. W okresach przed- lub poobozowych organizowaliśmy biwaki i wycieczki do okolicznych lasów i miejscowości takich jak: Łagiewniki, Zgierz, Justynów, Grotniki, Wiśniowa Góra, Tuszyn las i inne.
Harcerze starsi organizowali dłuższe wycieczki m.in. do Gdyni i do Poznania.
W okresie mojej przynależności do drużyny bardzo często występowaliśmy na zewnątrz, prezentując się wtedy okazale. Na czele szedł zawsze poczet ze sztandarem. Ja i jeszcze trzech druhów tworzyliśmy zespół werblistów, drużyna posiadała bowiem 4 werble. Występowaliśmy w czasie świąt: 3 maja, 11 listopada, Bożego Ciała i innych.
Uczestniczyliśmy też w różnych uroczystościach harcerskich, np. zaproszeni przez drużynę 9. im. Zawiszy Czarnego oraz drużynę 27., która mieściła się na Widzewie, na ul. Przędzalnianej przy tamtejszej szkole powszechnej. Któregoś roku braliśmy udział w zorganizowanej przez policję nauce prawidłowego chodzenia na skrzyżowaniach w centrum miasta. Pełniliśmy również dyżury w Komendzie Chorągwi Łódzkiej. Na koniec jeszcze kilka faktów i nazwisk, które z tych pięknych lat pozostały do dziś w pamięci. W tym czasie drużyna nasza zlokalizowana była przy dwóch szkołach powszechnych nr 11 i 15 (obie przy ul. 1 maja 87), ale należeli do nas również druhowie z gimnazjum Kopernika (ul. Żeromskiego) oraz Skorupki (ul. Gdańska). Gimnazjaliści z naszego grona byli najczęściej zastępowymi, pozostali tworzyli tzw. krąg starszoharcerski. Oto niektóre nazwiska, które pozostały w pamięci: Jerzy Cichoń, Sicińscy – Jerzy i Tadeusz, Aleksander Zabłocki, Podstawczyńscy – Marian i Jerzy, Ryszard Błażyński, młodszy Urbański (Zygmunt), Marian Jęcz, Czesław Kmieć, Jan Wojda, Zdzisław Szajna, Natkańscy Karol i Zdzisław, Zdzisław Skowroński, Longin Zakrzewski, Jerzy i Mirek Sipa, Potiechin, Józef Matera, Witold Miszczak i wielu innych. Pamiętam, ze wielu druhów mieszkało na Polesiu w osiedlu Montwiłła Mireckiego oraz przy ul. Św. Jerzego w blokach wojskowych. Sporo nazwisk i adresów umknęło mi z pamięci, gdyż od wielu lat mieszkam w Szczecinie.
Zdzisław Karasiński:
W latach 1937-39 miałem 12-14 lat. Zbiórki nasze odbywały się głównie w zastępach, ale były też spotkania i zajęcia całą drużyną.
Z moim zastępem najbardziej lubiłem udawać się pieszo w pogodne niedziele przez Nową Manię i Cygankę do Rąbienia, bo okolica tam była ładnie zalesiona. Szczególnie dla nas ciekawą była ruchoma piaszczysta wydma znajdująca się niedaleko szosy Aleksandrów – Konstantynów (a może Lutomiersk?). Na jej przednim skraju były drzewa zasypane już prawie po czubki, inne zaś do połowy a cała wydma zbliżała się w kierunku jakiegoś zabudowania. Dobrze się na niej zjeżdżało. Pamiętam też wycieczkę całą drużyną w czasie Zielonych Świat 1937 do Tuszyn Lasu wraz z noclegiem w jakiś gościnnych prywatnych pomieszczeniach. Byłem wtedy dosyć mały i marsz ten był dla mnie za długi, a ponadto przeziębiłem się, gdyż pogoda nie była najlepsza. Do tego nad ranem ktoś posmarował mnie pastą do butów (była to jedyna noc, ale dla mnie „zielona”). Niemile więc wspominam tę akurat wyprawę, po której ledwo dowlokłem się z drużyną do Łodzi a potem kilka dni chorowałem.
Inna niedzielna wyprawa całą drużyną odbyła się w lesie łagiewnickim. Prowadziliśmy tam różne zajęcia i gry terenowe podzieleni na zastępy. Naszym zastępem dotarliśmy do jakiegoś ogrodzenia z siatki rozerwanej na sporej długości a dalej prowadziła wydeptana ścieżka. Idąc nią dotarliśmy do jakiś stawów i zabudowań. Wtedy wyskoczył dozorca z ogromnymi psami i zaczął na nas po prostu ryczeć byśmy się wynosili. Psy ujadały wściekle i skakały w naszym kierunku, baliśmy się, że nas rozszarpią. Całym zastępem szybko się wycofaliśmy oburzeni takim agresywnym zachowaniem, bo przecież można było nam po prostu powiedzieć, że to teren prywatny i jesteśmy nieproszonymi gośćmi. Była to zresztą dość pechowa niedziela, bo w drodze powrotnej, gdy szliśmy już całą drużyną przez Bałuty, zostaliśmy obrzuceni kamieniami przez bałuckich łobuziaków. Na marginesie pragnę przypomnieć, że w różnych łódzkich dzielnicach, a już szczególnie na Bałutach, była b. duża gęstość zaludnienia oraz duża bieda, złe obyczaje i łobuzerstwo.
Bardzo byłem też dumny z bycia jednym z czterech werblistów drużyny. Ćwiczyliśmy z radością na dziedzińcu naszej szkoły przy ul. 1 maja, by później występować na uroczystościach zaraz za pocztem sztandarowym.
Zimą drużyna organizowała wieczorki dla rodziców. Pamiętam, że ulubieńcem mojej mamy – wśród wielu druhów, których podziwiała – był druh Tadeusz Urbański. Był energiczny, śmiały, miły a do tego grał ładnie solo na wiolonczeli i był to zawsze mocny punkt „estradowy”, Na wieczorkach były wygłaszane różne skecze i monologi. Mnie szczególnie bawił pewien występ estradowy w postaci teatru cieni. Na scenie było rozwijane prześcieradło udające ekran. Od strony sceny rzucano na niego silne światło, tak że aktorzy za prześcieradłem widoczni byli tylko w postaci cieni na ekranie oglądanym ze strony widzów. Scenka polegała na tym, że do lekarza zgłaszał się pacjent skarżący się najczęściej na ból zębów a czasami i na inną dolegliwość. Lekarz zaglądał mu do ust, odbywał się jakiś zabawny dialog, w trakcie którego grający lekarza zaczynał wyciągać z ust chorego jakieś nieprawdopodobne przedmioty, które rzekomo miał on połknąć. Oczywiście ktoś trzeci podawał je z boku ale na ekranie nie było tego widać. Wieczorki te cieszyły się dużym zainteresowaniem. Nie było przecież jeszcze telewizji a radio dopiero się upowszechniało, teatry nie zawsze działały, bo nie dawały rady samofinansować się, kina też nie były tanie. Dlatego odbywało się sporo imprez amatorskich, które wzbudzały zainteresowanie.

Opłatek XV ŁDH w 1932 r.
Prace przy budowie stanicy harcerskiej w Grotnikach Od lewej: M. Kwinkowski, J. Olejniczak, J. Cielepa, K. Andrzejewski, NN, H. Korpiak, Podstawczyński – Grotniki, sierpień 1937 r.
W okolicach świąt organizowano też „opłatek” lub „jajko”. Jedzenie było składkowe (każdy przynosił z domu co mógł), gotowaliśmy herbatę i przy zastawionych dość nieźle stołach odbywało się gwarne, trochę uroczyste, a trochę swobodne spotkanie. Zimą też przygotowywaliśmy się intensywnie do egzaminów (prób) na stopnie harcerskie i sumowaliśmy zdobyte sprawności.










