Wspomnienie napisane w 2010 r. Pełna wersja wraz z uzupełnieniem ukaże się w wersji książkowej.
11 września 2010, godzina 7:30. Dwa miesiące przed. Choć godzina dość wczesna zdaję sobie sprawę, że pora zwlec się z łóżka. Nie uśmiecha mi się to wcale, no ale dzisiaj zbiórka drużyny, trzeba więc szybko się ogarnąć, bo do przygotowania jeszcze kilka rzeczy. Szybki prysznic, zęby, wydruk kilku ważnych informacji, śniadanie, i już na rowerze gnam do harcówki. Nagle pojawia się pierwszy problem – guma w kole. Nie mam czasu się nią przejmować, więc jadę dalej (nie polecam mojego rozwiązania – cała dętka do wymiany :)). W harcówce spotykam moich przybocznych, z którymi poprzedniego dnia długo siedzieliśmy kończąc przygotowanie zbiórki. Po godzinie już wszystko gotowe – czekamy zatem na chłopaków. Ci jak zwykle przychodzą o wiele za wcześnie. W końcu lepiej wcześniej aniżeli później. Na zbiórce zakończyliśmy naszą obozową przygodę, a na kominku rozpoczęliśmy nowy etap w zbliżającym się roku harcerskim. Otóż zostały oficjalnie rozpoczęte przygotowania do zbliżającej się rocznicy istnienia drużyny. Każdy zastęp ma do wykonania misję, która będzie owocowała podczas uroczystości 90-lecia. Są to zadania, które mają na celu wzmocnić u chłopaków więź łączącą ich z drużyną oraz uzmysłowić ich o nietuzinkowej historii drużyny, którą należy inspirować się w działaniu każdego zastępu.
Nie jest to proste, bo zadań jest sporo, a 90-lecie już w listopadzie. Głównym elementem jest zdobycie przez każdego sprawności drużyny – Małkowszczaka. Aby sprawność zdobyć trzeba m.in. wykonać wraz z zastępem małą wystawę o drużynie w szkole, w której zastęp działa, trzeba wziąć udział w konkursie o historii drużyny oraz napisać relację ze zbiórki historycznej zastępu a także być na grobie założyciela drużyny oraz w miejscu związanym z Andrzejem Małkowskim itp. Po za tym każdy zastęp otrzymał indywidualne zadania, dzięki którym mógł przysłużyć się w organizacji obchodów. Były to m.in. wyrób zaproszeń, obstawa liturgiczna podczas niedzielnej uroczystości, służba foto/video, przygotowanie znaczka i inne.

Minął miesiąc, a prace trwają w najlepsze. Każdy zastęp, pomimo problemów, które co jakiś czas się rodzą, rzetelnie przygotowuje się do 90-lecia. Mam nadzieję, że wspólnie włożony wysiłek będzie dla każdego z nas prawdziwą przygodą, która zaowocuje nowo zdobytymi umiejętnościami i przyjaźnią. A wiec, ku przygodzie!
* * *
14 listopada 2010 – uroczysta zbiórka. Główna uroczystość. Tego dnia wszyscy wspólnie spotkaliśmy się na liturgii mszy świętej w kościele św. Jana Ewangelisty, gdzie również została odsłonięta tablica poświęcona byłym Małkowszczakom. Uroczystość uświetnili znakomici goście, a wśród nich m.in. druhna Krystyna Małkowska – wnuczka Andrzeja Małkowskiego oraz pani Joanna Dyniak – wnuczka Tadeusza Pawlikowskiego, założyciela naszej drużyny. Obie panie odsłoniły tablicę zamontowaną w kruchcie kościoła.


Po mszy wszyscy wspólnie spotkaliśmy się na apelu drużyny, podczas którego odczytano rozkaz przyznający sprawność Małkowszczaka. Tę 3-stopniową sprawność chłopaki z drużyny zdobywali od września. Poza tym w rozkazie następowały podziękowania dla tych, którzy w sposób wyjątkowy zasłużyli się dla drużyny. Pogoda była tego dnia przepiękna, więc nikomu nie przeszkadzało, że wymienionych było dość sporo. Warto nadmienić, że każda z zaproszonych i wyróżnionych rozkazem osób otrzymała pamiątkowy znaczek poświęcony 90-leciu istnienia naszej drużyny oraz miniaturę tablicy, która zawisła w kościele.
Po tak uroczystej chwili nastąpiło przejście wszystkich gości do pobliskiej szkoły, gdzie odbyło się spotkanie pokoleń. Na spotkaniu można było m.in. wsłuchać się we wspomnienia wnuczki Olgi i Andrzeja Małkowskich, które niejednemu mocno zapadną w pamięć. Został też odczytany list od syna naszego założyciela, który gratulował nam tak pięknej rocznicy. Przy cieście i herbacie młodzi członkowie drużyny mogli poznać koleje losu i przygody osób, które w drużynie działały przed wieloma laty, a które cały czas czują się z nią związane. Tym spotkaniem zakończyliśmy niedzielne świętowanie.

* * *
16 listopada 2010 – obchody 90-lecia XV ŁDH zakończone! Podsumowanie wszystkich działań, jakie podjęliśmy, aby uczcić 90 lat historii i tradycji drużyny. Trochę się tego nazbierało, postaram się w sposób miarę szybki zobrazować relację i kilka moich refleksji.
Komendanta obchodów rocznicowych wybieraliśmy w sierpniu 2009 roku, na odprawie instruktorów szczepu „Zielony Płomień”. Dyskusja trwała dość długo, aż w końcu zostałem wybrany ja (ówczesny) drużynowy XV. Tylko załatwianie spraw związanych z przygotowaniem i odsłonięciem tablicy pamiątkowej wziął na swe barki się druh szczepowy. Misja, której się podjąłem z jednej strony cieszyła, z drugiej zaś trochę przerażała; w końcu nigdy jeszcze nie wyprawiałem nikomu 90-tych urodzin! Sprawa jednak pachniała przygodą, czułem więc energię do realizację misji. Odpraw przed jubileuszem odbyło się kilka. Szlifowaliśmy na nich wiele ambitnych pomysłów, ale przede wszystkim w sposób naturalny utworzyła się grupa, która dawała mi wsparcie w tym jakże niezwykłym przedsięwzięciu.
Z rzeczy najważniejszych: wyszliśmy z założenia, że nasz wysiłek należy ukierunkować na służbę na rzecz środowiska, w którym funkcjonujemy. Chcieliśmy w pewien sposób powrócić do korzeni harcerstwa i działać aktywnie dla najbliższego otoczenia, być aktywną siłą społeczną, która inicjuje działania na osiedlu.
Drugą kluczową rzeczą, którą chcieliśmy osiągnąć przez nasze działania, było wypromowanie harcerstwa w środowisku – tak, aby wszyscy zrozumieli, że drużyna harcerska to istotny i ważny element życia tego osiedla. Realizacją naszych założeń była m. in. propozycja nadania imienia Olgi i Andrzeja Małkowskich dla parku na Olechowie. Na uroczystość przedstawienia wniosku w tej sprawie, pomimo bardzo niesprzyjających warunków pogodowych, pojawiła się naprawdę spora grupa – nie tylko zaprzyjaźnionych drużyn z okręgu, ale też mieszkańców naszego osiedla. Podczas tego wydarzenia można było usłyszeć wiele ciepłych słów kierowanych nie tylko w stronę naszej drużyny, ale również całego łódzkiego harcerstwa. Przy ciepłej grochówce można było także podziwiać wernisaż zdjęćpoświęcony naszej drużynie, który został uroczyście odsłonięty podczas apelu drużyny w parku. Pokazano na nim harcerstwo w trochę innym świetle, aniżeli mogliśmy to obserwować na podobnych wystawach do tej pory. Były to zdjęcia obecnych członków drużyny a nie retrospekcje historyczne.

W realizację pomysłu onadaniu imienia twórców harcerstwa olechowskiemu parkowiwłożyliśmy wiele wysiłku, ale niestety nie udało się! Jeden z miejskich radnych zablokował ten pomysł i przeforsował swój, by park nazwać „U źródeł Olechówki”. Była to jednak dla nas lekcja uświadamiająca jak długą drogę formalną i prawną musi przejść pomysł, aby nabrał mocy projektu uchwały. Może jeszcze kiedyś uda się zrealizować działania, zmierzające ku temu by park nie tylko był kojarzony z harcerstwem, ale stawał się przyjaznym miejscem, w którym mieszkańcy osiedla będą mogli spędzać swój wolny czas.
Kolejnym elementem z serii naszego wkładu w życie osiedla była gra dla dzieci z lokalnych szkół, poświęcona patronowi jednej z nich – Mariuszowi Zaruskiemu. W grze udział wzięła również nasza drużyna i inne przybyłe patrole harcerskie. Dzieci (dla których dwa dni wcześniej odbył się nabór w szkołach) chyba przestraszyły się pogody i przybyły w skromniejszej niż my reprezentacji. Na zakończenie gry pan Sławomir Maciejewski, dyrektor SP nr 141, wręczył nagrody. Wygrać było naprawdę warto; ci, którzy zwyciężyli, wiedzą dlaczego.
Równie wart wygranej był Turniej Piłkarski „O puchar drużynowego XV ŁDH”, który odbył się równo tydzień wcześniej (6 listopada) w sali Wyższego Seminarium Duchownego. Widowisko skupiło wokół siebie rzeszę osób, które w sposób jawny identyfikują się z naszą drużyną, pomimo iż ścieżki niektórych rozminęły się z czynnym działaniem w harcerstwie.
A w sobotę 13 listopada całym instruktorskim gronem wzięliśmy udział w Balu Niepodległości, gdzie obowiązywały stroje z czasów Ziemi Obiecanej.
W poniedziałek, 15 listopada, została nam bardzo przyjemna część obchodów – w mieszkaniu druhowieństwa Broniewskich odbyła się wspólna kolacja osób, które swoją pomocą służyły mi podczas organizacji jubileuszu. Gościem głównym była druhna Krystyna Małkowska. Mogliśmy się wspólnie spotkać, pośmiać, podyskutować nad kolejnym doświadczeniem, które drużyna przeżyła podczas ostatnich dni.
Podsumowując: to był dobry czas; czas bardzo intensywnego wysiłku, który przypłaciłem wieloma nieprzespanymi nocami, ogromnym stresem narastającym wraz ze zbliżającym się świętem (i zgubionymi kluczami od własnego mieszkania ;). Dziękować już nikomu nie chcę, bo bym się jedynie powtarzał. Chcę jedynie jeszcze wspomnieć słowem o spotkaniach, jakie miałem okazję przeżyć z druhną Małkowską, która specjalnie przybyła na nasze lecie z dalekiej Anglii. Wspólne rozmowy uświadomiły mi, jak wielką rolę pełni nasze codzienne harcerskie działanie – wychowywanie w duchu Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego. Czasami chyba każdy z nas może mieć wątpliwości w sens naszego osobistego poświęcenia dla drużyny, hufca czy też chorągwi. To na naszych barkach spoczywa odpowiedzialność za przekazywanie ducha patriotyzmu oraz wartości, które nie zawsze w dzisiejszych czasach są oczywiste. Bez naszej pracy o takich słowach jak Bóg, Honor, Ojczyzna moglibyśmy przeczytać tylko i jedynie w średniowiecznych legendach i słownikach wyrazów obcych. Na przykładzie ZHP poza granicami Kraju można także w wyraźny sposób ujrzeć niezwykłość tej misji. Walczą oni niejako w pierwszej linii o zachowanie ducha polskości, którego tak trudno podtrzymać rodzinom, które musiały albo czasem zdecydowały się same żyć na obczyźnie. Prostym, ale jakże mocnym przykładem jest jeden z punktów Prawa Zuchowego w ZHP pgK: „Zuch stara mówić się po polsku” – niby rzecz banalna i oczywista dla nas, żyjących w Polsce, a poza jej granicami rzecz, o którą trzeba dbać każdego dnia. Jest to ciężka, ale jakże piękna misja. Podziwiam ją! Zdałem sobie tym samym sprawę, jak bardzo powinniśmy doceniać możliwość życia w wolnej i niepodległej Ojczyźnie. Jest to skarb, o który codziennie możemy walczyć swoją postawą, swoją codzienną służbą Bogu, Polsce i bliźnim. Jest to w pewien sposób walka w drugiej linii, ale w dalszym ciągu jest to front walki, bez którego wygrana nie byłaby możliwa. Dziękuję druhnie Krystynie za możliwość wspólnych, bardzo owocnych rozmów, które zapadną mi w pamięć na bardzo długo.
