Opr. J.B. na podstawie: 1) Wywiady Jacka Broniewskiego z Andrzejem Szletyńskim w latach 1980-2010; 2)Wspomnienia A. Szletyńskiego z lat 1940-60. przesłane drużynie w 2020 r. ; 3) Dokumenty z Archiwum IPN; 4) J. Chańko, Z. Onufrzak, Z dziejów konspiracji młodzieżowych w Łodzi 1948-1953, Łódź 2005. Pełna wersja wspomnień ukaże się w wersji książkowej.

Andrzej Szletyński
Urodziłem się w grudniu 1932 r. Przed wojną byłem zbyt mały by być zuchem lub harcerzem, choć harcerstwo miałem w genach po rodzicach – współtwórcach harcerstwa w Łodzi Jadwidze1Jadwiga Szletyńska (z d. Wocalewska), harcmistrzyni, bohaterka Walk o Niepodległość Polski, żołnierz wojny 1920 roku i powstania śląskiego oraz walk w okresie 1942-1944. Komendantka Chorągwi Harcerek w Łodzi. Zginęła wypełniając swój żołnierski i harcerski obowiązek, rozstrzelana (wraz z siostrą Marią Wocalewską) przez Niemców 5 sierpnia 1944 na ul. Marszałkowskiej w czasie Powstania Warszawskiego. (z d. Wocalewskiej) i Stefanie2Stefan Szletyński, harcmistrz, kapitan Wojsk Polskich, żołnierz Polskiej Organizacji Wojskowej ps. Romuald Młocki. Żołnierz wojny 1920 roku i obrony w 1939 roku. Naczelnik VI Obwodu Organizacji Skautowej. Doskonały nauczyciel i kochany przez młodzież wychowawca. Komendant Chorągwi Harcerzy, a także Szkoły Instruktorów Harcerskich na Buczu. Jeniec w niewoli bolszewickiej w Kozielsku. Zamordowany przez Sowietów w kwietniu 1940 roku w lasach katyńskich. Szletyńskim – oboje w stopniu harcmistrza. 6 września 1939 roku widziałem Ojca ostatni raz. Odchodził na wojnę – w swym pięknym oficerskim mundurze z szablą i dwoma pistoletami. Z krzyżem harcerskim na mundurze.
Niemcy wyrzucili nas z mieszkania w Łodzi przy ul. Konstantynowskiej (dziś Legionów) 51 więc 12 grudnia 1939 r. musieliśmy z Łodzi wyjechać. W 1942 roku znalazłem się w internacie Rady Głównej Opiekuńczej w Konstancinie pod Warszawą. Zakład prowadziły harcerki ze służby Pogotowia Wojennego Organizacji Harcerek. Internatem kierowała dh hm. Maria Steckiewicz, była komendantka Chorągwi Wileńskiej. Willa “Piaski” była nie tylko internatem ale także siedzibą Komendy Pogotowia Wojennego. Byliśmy tam w gromadkach (zastępach) i zdobywaliśmy sprawności.

Po wielu różnych wydarzeniach i wędrówkach w maju 1945 roku wróciłem do Łodzi. Wróciliśmy ja i mój starszy brat Staszek. Rodziców już nie było, siostra Zosia i brat Jerzy byli nadal w wojsku w II Korpusie i 1 Dywizji Pancernej. Opiekowała się nami ciocia. Po powrocie do Łodzi, od września 1945 roku byłem uczniem XV Państwowego Gimnazjum i Liceum Męskiego im. ks. Skorupki przy ul. Żeromskiego10. W gimnazjum i równolegle w szkołach podstawowych przy ul. 1 maja trwało odtwarzanie XV ŁDH. Tak samo jak mój brat Stanisław, wstąpiłem 25 stycznia 1946 roku do Drużyny im. Andrzeja Małkowskiego przy XV Męskim Liceum Ogólnokształcącym. Przyrzeczenie złożyłem 10 czerwca 1946 roku na ręce phm. B. Jakubowskiego. Otrzymałem Krzyż Harcerski serii XVIII L. 392. Przyrzeczenie składałem w trakcie wielkich manewrów Chorągwi Łódzkiej w lasach koło Tuszyna i Pabianic. W tym czasie w Szkole Podstawowej Nr 11 i 15 przy ul. 1 maja drugą część piętnastki budował phm. Roman Witkowski. Obie części porozumiały się i połączyły. Siedziba drużyny była w szkole przy ul. 1 maja 87 a w XV Liceum dalej istniał pluton. W tych wydarzeniach mój udział był skromny, byłem bowiem szeregowym członkiem zastępu. Rok po wojnie, brat Romana Witkowskiego zwrócił nam ukryty przed Niemcami sztandar drużyny.
W harcerstwie po wojnie, pomijając narzucane nam zmiany ideologiczne, treścią życia drużyny i zastępów była chęć dorównania naszym poprzednikom z Szarych Szeregów. Ważnymi dla nas sprawami były mundur, musztra wojskowa, salutowanie, szczegółowa znajomość historii batalionów harcerskich. Drużyna i zastępy przypominały kompanie i plutony wojskowe. Ważną różnicą w stosunku do odrodzonego po 1989 roku harcerstwa była masowa liczba harcerzy. W naszej drużynie, ale także w innych jednostkach, liczba harcerzy sięgała od 25 do 40 i więcej. Jak przysłowiowe grzyby po deszczu rosła ilość zastępów i plutonów. Rozrastające się w szczepy drużyny składały się z 2 lub 3 drużyn i gromad zuchów. W szkołach, na ulicach, w kościołach wszędzie widać było mundury harcerskie, na co dzień, nie tylko od święta. W XV ŁDH brałem udział w 2 obozach, na których nie było kucharzy i pielęgniarek, kuchnie i latryny budowaliśmy sami, a wszyscy spali w namiotach amerykańskich.
- W 1947w Łebie nad morzem, gdzie obóz nasz był częścią zgrupowania obozów łódzkich. Jechało sie na teren transportem kolejowym złożonym z kilku wagonów. Ciekawym jest też fakt, że a na obozie mieliśmy opiekunów – podchorążych ze szkoły oficerów politycznych (!).
- Obóz w Rudzie Malenieckiej w 1948 r. był już samodzielnym obozem naszej drużyny. Trwał 35 dni, w tym 5 dni grupy kwatermistrzowskiej. Po obozie zostałem zastępowym, a po nim odbył sie jeszcze obóz wędrowny w Karkonoszach. Na Śnieżce nawiązaliśmy znajomość z Czechami, pokazując im umiejętności posługiwania się alfabetem Morse`a. Po obozie drużynowym został Jerzy Jóźwicki, a przybocznym Jan Walczak.
W XV ŁDH, zwłaszcza w plutonie w liceum, harcerze żyli bardzo bliską bohaterską przeszłością i niedościgniętymi wzorami harcerzy-żołnierzy Batalionu “Zośka” i “Parasol”. Harcerstwo było dla nas wszystkim. Byliśmy rozdarci między legendą ZHP – Szarymi Szeregami a bardzo dziwną dla nas rzeczywistością. Władza komunistyczna i okupant sowiecki powoli ale systematycznie dążyli do wykoślawienia zasad gen. R. Baden-Powella, nie cofając się przed zastraszaniem, inwigilacją a także aresztowaniami i więzieniem kadry harcerskiej. Rok 1949 przyniósł głębokie zmiany w Polsce, ZHP i szkole, a także w moim życiu. Był to piąty rok okupacji sowieckiej. Wygasła walka zbrojna nielicznych oddziałów Wojska Polskiego z okupantem i tzw. oddziałami Wojska Ludowego, a w szczególności z Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Po obozie odszedł drużynowy i starsi harcerze. Dnia 30 września 1949 r. protokolarnie Jerzy Jóźwicki przekazał mi 15 ŁDH im. A. Małkowskiego (której zmieniono numer na 58, tak zresztą jak i innym jednostkom). Opiekunem drużyny oraz zastępowym chłopców z gimnazjum pozostał wtedy Jan Walczak. Zostałem więc drużynowym zamykającym okres trwania drużyny. Musiałem oddać wszystkie dokumenty i pieczątki drużyny, towarzyszowi S. Niedzielskiemu w siedzibie Zarządu Dzielnicowego ZMP. Zresztą towarzysz ów 5.01.1950 r. został hufcowym nowego hufca Zdrowie. A ja w czerwcu 1950 r. trafiłem do więzienia za „próbę obalenia ustroju”. W rezultacie, wiosną 1950 roku drużyna, przestała istnieć – likwidację zarządziły władze komunistyczne. Zakazano noszenia krzyży harcerskich i mundurów, kazano też oddać sztandar – na co nie mogłem się zgodzić. Sztandar zabrali dopiero w czerwcu 1950 roku po moim aresztowaniu. Dalej stworzyli jakąś śmieszną organizację na wzór sowieckiego związku pionierów.
Jesienią 1949 r., w IX klasie XV Państwowego Gimnazjum i Liceum przy ul. Drewnowskiej 88 z inicjatywy uczennicy Alicji Perz zawiązała się grupa uczniów, szybko przekształcona w tajną organizację niepodległościową, działającą pod kryptonimem “Związek Białej Tarczy”. Powstała ona aby walczyć o niepodległość i suwerenność Rzeczpospolitej. Mimo, że w tej organizacji było kilku harcerzy a dowódcą byłem ja, nie była to stricte organizacja harcerska. Członkowie jednak składali przysięgę na sztandar XV ŁDH. Nie mogło być inaczej. Harcerstwo, a więc służbę Bogu i Polsce, miałem w genach. Niestety, moi rodzice nie przeżyli wojny, zamordowani przez obu okupantów. I choć w czasie wybuchu wojny nie ukończyłem jeszcze 7 lat, a po jej zakończeniu miałem 12 lat, to rodzina wpoiła mi umiłowanie Ojczyzny. Poza rodzicami miałem przykład moich ciotek (Maria i Zofia Wocalewskie)3Losy sióstr Wocalewskich opisano w: Magdalena Królikowska, „Strzecha rodzinna – o siostrach Wocalewskich”, Krakowski Rocznik Historii Harcerstwa, t. XIII/2017, s. 73-87. oraz starszego rodzeństwa: Zofii i Jerzego, którzy walczyli w Powstaniu Warszawskim, a po nim dostali się do niewoli, ale przeżyli. Decyzja o wstąpieniu do ZBT w 1949 r. była więc naturalną potrzebą walki o niepodległość. Spotykaliśmy się w różnych miejscach, również w Muzeum Przyrodniczym w parku Sienkiewicza, bowiem jeden z konspiratorów był synem dyrektora tej placówki. W muzeum był też powielacz – marzenie wszystkich konspiratorów. Prowadziliśmy akcje dywersyjne (niszczenie propagandowych gablot, portretów przywódców ZSRR), redagowaliśmy i kolportowaliśmy ulotki i gazetkę z materiałami sprzeciwu przeciw komunizacji Polski.
Aktywna działalność ZBT nie mogła ujść uwadze służby bezpieczeństwa. Druh Andrzej potwierdził, że: „Byliśmy młodzi, pełni entuzjazmu i całym sercem skupieni na tym co robimy, ale nie mieliśmy doświadczenia i chyba nie zawsze ściśle przestrzegaliśmy zasad konspiracji. To mogło dawać powody do podejrzeń”. Od 24 czerwca 1950 roku rozpoczęły się aresztowania członków ZBT i osób wtajemniczonych. Wśród aresztowanych znaleźli się również harcerze XV ŁDH: Andrzej Szletyński, Jerzy Skwarko, Zdzisław Orłowski, Jan Walczak, Jerzy Jóźwicki, Cezary Rudziński i inni czyli przede wszystkim ci, którzy tworzyli powojenną kadrę drużyny. Śledztwo było prowadzone z całą surowością, metodami powszechnie stosowanymi przez Urząd Bezpieczeństwa w gmachu UB przy ul. Anstadta. Po jego zamknięciu, akt oskarżenia przedstawiono 14 konspiratorom.



fotografia wykonana w areszcie
Być może drakoński (najwyższy ze wszystkich) wyrok na Andrzeja Szletyńskiego był wynikiem jego śmiałej wypowiedzi w czasie procesu: „[organizacja] miała na celu walkę ze Związkiem Radzieckim, gdzie zginął mój ojciec Stefan Szletyński. Nie wolno teraz mówić tego, co jest faktem, mimo wolności słowa zagwarantowanej w Konstytucji (…). Dziś również uważam, ze działałem słusznie, bo Katyń to sprawa ZSRR”. Z kolei Alicja Perz w czasie jednego z przesłuchań uderzyła ubeka, za co została ciężko pobita. Oskarżonym zarzucono „przynależność do nielegalnej organizacji mającej na celu obalenie ustroju przemocą” (art. 86 par. 2 kk WP).4AIPN, Protokół z przesłuchania podejrzanego – Z. Orłowskiego, Ld Pf 10/867 Sąd wymierzył kary: A. Szletyński – 15 lat i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich, Z. Orłowski – 10 lat, Jerzy Skwarko – 11 lat więzienia i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich. Po zmianach politycznych po śmierci Stalina w 1953 r. i amnestii, oskarżeni wyszli z więzienia po 4 – 5 latach. Pozostali aresztowani z XV ŁDH uniknęli kar pozbawienia wolności i po ok. 3 miesiącach aresztu wyszli na wolność, ale na więzienie skazano inne działające w ZBT osoby, w tym dziewczęta.
Wspominając te ciężkie czasy druh Andrzej mówi:
„Było ciężko. Ale po tym wszystkim zyskałem wspaniałą żonę. W lutym 1955 r. zawarłem związek małżeński z Alicją Perz,5Losy Alicji Perz – Szletyńskiej opisała jej wnuczka Magdalena Królikowska: „Żyjąc bez kompromisów – kilka słów o Alicji Szletyńskiej”, Krakowski Rocznik Historii Harcerstwa, t. XIV/2018, s. 156-165. skazaną w tym samym procesie na 12 lat więzienia. Podobna sytuacja miała miejsce z Jerzym Skwarko, który po zwolnieniu ożenił się z działającą w ZBT Wiesławą Sobańską. Niestety, po wyjściu z więzienia drogę na studia miałem zamkniętą. Najpierw dostałem pobór wojskowy do specjalnego, karnego oddziału w kopalni, później mogłem uczyć się ale tylko w technikum dla dorosłych, które zresztą ukończyłem z wyróżnieniem.
Z odrodzonym ZHP spotkałem się po tak zwanej “odwilży październikowej” 1956 roku. Po powrocie z więzienia, wojska i kopalni w marcu 1957 roku rozpocząłem pracę w Łódzkich Zakładach Farmaceutycznych “Polfa” a w lipcu otrzymałem płatny miesięczny urlop w celu udziału w kursie drużynowych w Inowłodzu nad Pilicą, organizowanym przez Komendę Chorągwi Łódzkiej – już wtedy koedukacyjnej z komendantką Władysławą Matuszewską. Obóz kursu był prowadzony przez druha harcmistrza Romana Fiszera. Byłem tam zastępowym. Zastęp składał się z chłopców – członków ZMS, którzy nigdy nie byli harcerzami. W komendzie obozu byli “instruktorzy” z byłej Organizacji Harcerskiej PL – na przykład Józef Niewiadomski, komunista, przyszły minister w rządzie Polski Ludowej. Na kursie próbowaliśmy wskrzesić ducha prawdziwego harcerstwa. Odrodzenie ZHP nie trwało jednak długo i powrócono do czegoś, co tylko z daleka przypominało ruch harcerski. Sytuacja rodzinna, materialna a także brak zgody na ówczesną ideę nie pozwoliły mi dłużej w nim uczestniczyć.
Dopiero po upadku komunizmu i po powstaniu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, zetknąłem się raz jeszcze z dawnym harcerstwem na obozie XV ŁDH w Krzywym Kołku koło Gostynina w 1993 roku gdzie przyjechałem na zaproszenie druha Jacka Broniewskiego. Odwiedziłem ich ponownie na obozie w 1995 r. gdzie harcerskie szlify zdobywał mój wnuk.
To było spotkanie z harcerstwem takim jakie tworzyli moi Rodzice i jakie było też moim udziałem zaraz po wojnie. Wspominam ten pobyt na obozie z rozrzewnieniem i radością, że harcerstwo „odrodziło się z popiołów”. Od tego czasu stale uczestniczę, w miarę sił, w życiu mojej Piętnastki, bywam na zbiórkach rocznicowych, choć ostatnio już bardziej duchowo niż fizycznie. Ale kontakt mamy wciąż, zwłaszcza, że moja wnuczka Magda – instruktorka ZHR – opowiada mi też o tym co się teraz dzieje”.

Uzupełnienie [J.B.]:
W XV ŁDH wiosną 1950 odbywały się jeszcze zakonspirowane – bez mundurów – zbiórki starszych harcerzy. Na zdjęciu – zajęcia z terenoznawstwa. Nad mapą (od prawej) Cezary Rudziński, Zdzisław Orłowski, Jerzy Jóźwicki i (z tyłu) Jan Walczak. Zdjęcie, zrobione aparatem z samowyzwalaczem, było przechowywane przez Cezarego Rudzińskiego i nie zostało znalezione w czasie rewizji przeprowadzonej przez UB w czerwcu 1950 r.

Dzięki temu widoczni na zdjęciu druhowie (poza Zdzisławem Orłowskim, na którego UB miało „dowód” w postaci ukrytego sztandaru XV ŁDH) po aresztowaniu (czerwiec – wrzesień 1950 r.) i śledztwie nie zostali skazani, gdyż nie powiązano ich z działalnością konspiracyjnego Związku Białej Tarczy (Wspomnienia C. Rudzińskiego z roku 1972).
